Beliani zapłaci 8,5 mln zł za milczenie wobec UOKiK — co to oznacza dla Twojego sklepu?

13 maja 2026 · Paweł Pawlicki · MarketHunter

Beliani zapłaci 8,5 mln zł za milczenie wobec UOKiK — co to oznacza dla Twojego sklepu?

Foto: SumUp / Unsplash

Wyobraź sobie, że UOKiK pyta Cię o komunikaty na stronie sklepu — i po prostu nie odpowiadasz. Dwa razy. To właśnie zrobiło Beliani. Efekt: kara w maksymalnej wysokości 2 mln euro, czyli blisko 8,5 mln zł.

Ta sprawa nie dotyczy tylko jednej szwajcarskiej spółki z meblami. Dotyczy każdego, kto prowadzi sklep internetowy w Polsce, stosuje komunikaty o promocjach i presji czasu — i zakłada, że urząd go nie dosięgnie. Poniżej rozkładam tę historię na czynniki pierwsze, żebyś wiedział, co się naprawdę wydarzyło i co z tego wynika dla Twojej oferty.

Co się zmieniło — UOKiK wziął pod lupę komunikaty promocyjne

Prezes UOKiK wszczął postępowanie wyjaśniające wobec Beliani (PL) GmbH — szwajcarskiej spółki sprzedającej meble przez internet. Urząd zainteresował się konkretnymi komunikatami widocznymi na stronie beliani.pl.

Jakie to były komunikaty? Według Marketing przy Kawie urząd weryfikował m.in. frazy typu „Szybko! Zostało kilka" oraz „Ten produkt znalazł [liczba] szczęśliwych właścicieli w ciągu ostatniej doby". Sprawdzano też, jak spółka informuje o obniżkach cen — w tym o najniższej cenie obowiązującej w ciągu 30 dni przed promocją.

To nie jest nowa działka dla UOKiK. Urząd od dłuższego czasu przygląda się praktykom, które wywołują sztuczną presję zakupową. Fake liczniki, komunikaty o „ostatnich sztukach" bez pokrycia w rzeczywistości, promocje liczone od zawyżonych cen bazowych — to wszystko jest na radarze regulatora. Beliani po prostu trafiło na wokandę.

Jak jest teraz — dwa wezwania, zero odpowiedzi, maksymalna kara

UOKiK potrzebował od spółki wyjaśnień i dokumentów. Chciał wiedzieć, jak Beliani prezentuje promocje i co w praktyce oznaczają komunikaty zachęcające do szybkiego zakupu. Wysłał wezwanie. Nie dostał odpowiedzi. Wysłał drugie wezwanie. Znowu cisza.

Urząd nie poprzestał na pismach. Próbował nawiązać kontakt innymi kanałami — zwrócił się do podmiotów powiązanych ze spółką w Polsce. To też nic nie dało. Beliani nie odpowiedziało nawet na zawiadomienie o wszczęciu postępowania w sprawie nałożenia kary.

Ważna rzecz: kara nie dotyczy samych praktyk cenowych. Nie wiemy jeszcze, czy komunikaty Beliani były niezgodne z prawem — to wciąż może być przedmiotem osobnego postępowania. Kara dotyczy wyłącznie braku współpracy z urzędem — nieudzielenia informacji żądanych w toku postępowania wyjaśniającego.

Mechanizm naliczenia kary jest istotny. Brak danych o obrocie spółki spowodował, że prezes UOKiK zastosował limit kwotowy — do 2 mln euro — zamiast standardowego limitu do 3% obrotu. O tym, że kara trafiła w maksymalny pułap, przesądziła skala braku współpracy. Spółka ignorowała każdy kontakt.

„Sklep internetowy może przyciągać promocją, ale nie może chować się przed pytaniami UOKiK. Jeśli przedsiębiorca działa na polskim rynku i sprzedaje produkty polskim konsumentom, musi też współpracować z polskim urzędem. Brak odpowiedzi utrudnia wyjaśnienie sprawy i ochronę kupujących. Nie może być sposobem na prowadzenie biznesu." — Tomasz Chróstny, prezes UOKiK

Co planowane na przyszłość — sygnał dla całej branży

Sprawa Beliani to nie koniec historii. Postępowanie wyjaśniające w sprawie samych praktyk cenowych wciąż trwa. Kara za brak współpracy jest osobną decyzją — możliwe, że po jej uprawomocnieniu urząd wróci do meritum: czy komunikaty o promocjach i presji czasu były zgodne z prawem.

Dla Ciebie jako sprzedawcy oznacza to jedno: UOKiK nie odpuszcza. Jeśli już wszczął postępowanie, brak odpowiedzi nie sprawia, że sprawa znika. Sprawia, że dochodzi do niej kolejna — i to z góry przegrana, bo ignorowanie wezwań jest naruszeniem niezależnym od tego, czy Twoje promocje były uczciwe czy nie.

Warto też zauważyć kierunek, w którym urząd patrzy. Komunikaty o ograniczonej dostępności, liczniki odliczające czas, informacje o tym ile osób „właśnie ogląda" produkt — to wszystko jest pod obserwacją. Regulacje unijne dotyczące nieuczciwych praktyk handlowych i dyrektywa Omnibus (obowiązek pokazywania najniższej ceny z 30 dni) tworzą coraz gęstszą sieć wymogów, które urząd aktywnie egzekwuje.

Jak przygotować swój sklep — konkretna lista działań

Nie musisz być Beliani, żeby mieć problem. Wystarczy, że Twoje komunikaty promocyjne nie mają pokrycia w danych albo że nie śledzisz historii cen zgodnie z wymogami dyrektywy Omnibus. Oto co powinieneś sprawdzić już teraz:

  • Komunikaty o dostępności — „Zostało kilka sztuk" musi odzwierciedlać rzeczywisty stan magazynowy. Jeśli to komunikat generowany automatycznie bez weryfikacji, masz problem.
  • Liczniki społecznego dowodu — „X osób kupiło w ciągu ostatniej doby" musi być prawdziwą liczbą, nie elementem UI generowanym dla efektu.
  • Cena przed promocją — zgodnie z dyrektywą Omnibus musisz pokazywać najniższą cenę z 30 dni poprzedzających obniżkę. Nie cenę katalogową, nie cenę „regularną" — najniższą rzeczywistą.
  • Dokumentacja — trzymaj historię cen, screenshoty, logi systemowe. Jeśli UOKiK zapyta, musisz mieć czym odpowiedzieć.
  • Procedura na wezwanie urzędu — ustal w firmie, kto odpowiada za korespondencję z UOKiK i w jakim terminie. Brak procedury = ryzyko, że pismo zginie w skrzynce.

Jeśli zarządzasz dużym katalogiem produktów i masz setki ofert z różnymi cenami i promocjami, manualne śledzenie historii cen jest trudne. Narzędzia takie jak Offer Factory w MarketHunter automatycznie rejestrują dane o cenach przy imporcie z hurtowni — co daje Ci punkt wyjścia do dokumentowania zmian cenowych na potrzeby zgodności z Omnibusem.

Czego ta sprawa naprawdę uczy

Kara dla Beliani to nie jest historia o tym, że wielkie firmy mają kłopoty. To historia o tym, że milczenie wobec regulatora jest droższą strategią niż współpraca — nawet jeśli masz coś do ukrycia.

Urząd nie ukarał spółki za nieuczciwe promocje. Ukarał ją za to, że nie odpowiedziała na pytania. To fundamentalna różnica. Gdyby Beliani odpowiedziało — nawet jeśli odpowiedź byłaby niekompletna lub wymagała dalszych wyjaśnień — postępowanie potoczyłoby się inaczej. Może skończyłoby się ugodą, zobowiązaniem do zmiany praktyk, niższą karą albo umorzeniem.

Zamiast tego spółka dostała maksymalną możliwą karę za samo milczenie. I wciąż czeka ją potencjalne postępowanie w sprawie meritum.

Jeśli prowadzisz sklep w Polsce — niezależnie od tego, czy siedziba firmy jest w Warszawie czy w Zurychu — podlegasz polskiemu prawu konsumenckiemu i musisz współpracować z polskim urzędem. To nie jest kwestia dobrej woli. To obowiązek, którego ignorowanie ma bardzo konkretną cenę.

Sprawdź dziś swoje komunikaty promocyjne. Nie dlatego, że UOKiK już na Ciebie patrzy — ale dlatego, że jeśli kiedykolwiek spojrzy, chcesz mieć co pokazać.

Paweł Pawlicki, założyciel MarketHunter

O autorze

Paweł Pawlicki

Przedsiębiorca, software developer i ekspert e-commerce z 20+ latami doświadczenia w IT, ERP i sprzedaży online. Twórca MarketHunter — platformy AI dla polskich sprzedawców Allegro i sklepów internetowych.

Napisz do mnie

Zacznij sprzedawać skuteczniej z MarketHunter

Offer Factory, Performance Intelligence i Social Automation — narzędzia dla polskich sprzedawców e-commerce.

Załóż konto →
Beliani 8,5 mln kary UOKiK — lekcja dla sklepów online — MarketHunter